- Zapisz sobie jeszcze mój nowy numer. Tak na wszelki wypadek - zaproponowała Ivy, podczas gdy zabierałyśmy swoje kurtki z szafek. Podała mi karteczkę ze swoim numerem. Chyba miała słabość do kolorowych samoprzylepnych karteczek, ponieważ rozdawała je każdemu, pod byle pretekstem. - To bądź dzisiaj u mnie wcześniej, przyjdź tak około 17:00, ok? Do zobaczenia! - krzyknęła biegnąc w stronę przystanku autobusowego.
Mam nadzieję, że nie spalę się tam ze wstydu. Oby tylko przyszli tacy ludzie, którzy nie będą zachęcać mnie do rozmowy na siłę, nienawidzę tego. Może się nawet z kimś zaprzyjaźnię. W sumie Ivy była całkiem miła, chociaż lekko zakręcona. Pasowała do mnie stylem, jednak różniła się charakterem.
Nagle usłyszałam klakson, po mojej prawej stronie.
- Sher, wsiadaj. Podwiozę cię! - zobaczyłam, jak zza otwierającego się okna w czarnym Mercedesie GL moja mama macha na mnie ręką. - Szybko, tu jest zakaz zatrzymywania!
Podbiegłam do niej i uchyliłam przednie drzwi pasażera.
- Tak wcześnie dzisiaj skończyłaś?
- Ah, wiesz, wzięłam sobie wolne, żeby spędzić z tobą trochę czasu - i pocałowała mnie w czoło. To było dziwne zachowanie, ponieważ mama nigdy tak nie robiła.
Ruszyłyśmy w stronę domu.
- I jak tam pierwszy dzień w szkole? - spytała. Jakby nagle wszystko ją obchodziło.
- Ujdzie. A u ciebie w pracy?
- Jak zwykle. Mam całkiem miłych, nowych współpracowników. - albo mi się wydaje, albo zauważyłam, jak kąciki jej ust lekko drgnęły. - A twoi koledzy? Zakolegowałaś się już z kimś? Są jacyś fajni chłopcy?
- Mamo! - nienawidziłam tego sposobu wyciągania ze mnie informacji.
- Haha, tak tylko pytam. Dziś na obiad będzie kurczak w sosie. Może być?
- Przepraszam, ale od kiedy ty gotujesz?
- Oj, sama rozumiesz. Zawsze robiła to Martha, jednak teraz musimy sobie radzić same. - stwierdziłam, że nie chce mi się już dłużej z nią gadać. Nie wiem co się stało, że tak się zmieniła. Ciekawe ile ta metamorfoza potrwa. Dzień? Dwa? Zobaczymy.
Na szczęście już dojechałyśmy, więc czym prędzej wpadłam do domu i pobiegłam do pokoju. Zamknęłam drzwi, otworzyłam szafę i zaczęłam przeglądać ciuchy. Było około 15:30, więc zostało mi mało czasu na przygotowanie.
Wyrzuciłam wszystkie ubrania na podłogę i zaczęłam przeglądać. Na szczęście nigdy nie mogłam narzekać na brak ciuchów, zawsze miałam ich pod dostatkiem. Przetrząsnęłam wszystkie spódniczki i natrafiłam na coś, czego jeszcze nigdy nie miałam na sobie, ponieważ nie nadarzyła się nigdy taka okazja. Była to czarna, obcisła spódniczka, bardzo krótka, ale nie dziwkarska. To było to, czego szukałam. Teraz tylko top. Uznałam, że do tego wszystko pasuje, więc wybrałam zwykłą białą koszulę bez rękawów zapinaną na złote guziczki pod samą szyję. A co z butami? Chyba obcasy są odpowiednie. Pożyczę jakieś od siostry. Na szczęście się ociepliło i przestało padać, więc nie musiałam się martwić o ubranie wierzchnie.
Zeszłam na obiad, który stał i stygł na blacie. Od naszego przyjazdu minęło może 15 minut, więc mama na pewno nie zdążyłaby tego ugotować. Zajrzałam do kosza na śmieci. Tak jak się spodziewałam. Styropianowe pudełko z najbliższego baru spoczywało sobie na dnie śmietnika. "Żadna nowość" - pomyślałam. Na lodówce zauważyłam karteczkę, była to krótka informacja od mamy: "Wróciłam do biura, ważna sprawa. Nie czekaj na mnie z kolacją. Mama". Czyli jak zwykle.
Zjadłam obiad, który smakował jakby był z proszku i wróciłam na górę. Przebrałam się w mój imprezowy strój, ale musiałam jeszcze zrobić coś z fryzurą i makijażem. Poszłam do łazienki i stanęłam przed lustrem. Oparłam się o umywalkę, wpatrując się w moje odbicie i zastanawiałam się co tu zrobić. Postanowiłam, że zwiążę włosy w wysoki koński ogon. Na moje szczęście dwa kosmyki przy twarzy swobodnie uwolniły się z uścisku gumki i zwisały przy buzi. Tym razem oczywiście poprawiłam makijaż z rana, ale domalowałam jeszcze cienkie kreski eye linerem na powiekach, tuż nad linią rzęs. Dzięki temu moje oczy były wyraźniejsze. Właściwie byłam gotowa. Kiedy spojrzałam na zegarek była 16:10. Mogłabym już wyjść, ponieważ Ivy mieszka na drugim końcu miasta, ale w tej chwili poczułam motyle w brzuchu, i nie byłam w stanie nic zrobić. Czemu się tak zestresowałam? Nie mam pojęcia.
* * * *
- No hej! - Okrzyk Ivy przywitał mnie już na samym progu. - A już myślałam, że jednak zmienisz zdanie i nie przyjdziesz.
- No co ty, nie mogłam cię zawieść. - powiedziałam. - Ale trochę się stresuję.
- Naprawdę? Mam tu coś, co cię odstresuje. - zapraszającym gestem wskazała mi pierwsze piętro. Jej dom był całkiem ładny, urządzony w drewnie, trochę przypominał kowbojskie mieszkanie.
- To tu. Tu jest mój pokój. - otworzyła drzwi i ukazał mi się świat Ivy. Ten pokój w całości oddawał jej charakter. Pełno było plakatów przystojnych aktorów (między innymi Johnnego Deppa), znanych zespołów, gwiazd i innych postaci.
- Łał.
- Haha, nie przesadzaj. Siadaj na kanapie, zaraz coś ci przyniosę. - i podeszła do komody na drugim końcu pokoju i zaczęła coś wygrzebywać z najniższej szuflady. - Masz.
- Co to? - nie byłam w stanie rozpoznać, co mi oferuje.
- Ty. Nie żartuj, że nie wiesz, co to jest? - była wyraźnie zaskoczona. Jednak wydaje mi się, że moja mina odpowiadała na jej pytanie. - Haha, no nieźle. Nie spodziewałam się.
Usiadła obok mnie, z tylnej kieszeni wyjęła zapalniczkę i podpaliła koniec rurki. Zaciągnęła się, po czym podała mi szklaną rurkę.
- Teraz ty. Weź, tak jakbyś wciągała powietrze. - włożyłam jeden koniec do ust i wciągnęłam dym. Poczułam natychmiast drapanie w gardle i pieczenie w płucach. Zachciało mi się kaszleć. - Haha, dobrze mała. - i sama wzięła jeszcze jeden buch. - Chwytaj jeszcze raz.
Spróbowałam ponownie. Mniej więcej to samo uczucie, ale już mi się nie chciało kaszleć.
- Teraz potrzymaj chwilę ten dym i dopiero wypuść. - posłuchałam jej. - O, pięknie. Dawaj, jeszcze jeden raz i kończymy.
Nie miałam ochoty brać kolejnego bucha, ale zrobiłam to jeszcze raz. Teraz było już całkiem ok. Potem poczułam tylko nieprzyjemny posmak w ustach.
- Wypluj ślinę. Będzie ci lepiej. No i jak się czujesz? - właściwie nie wiedziałam, jak się czuję. Niby normalnie, ale po chwili zauważyłam, tak jakby pokój obracał się w okół mnie.
- Ivy... Co się dzieje? - złapałam ją za rękę, ponieważ nie wiedziałam co się dzieje.
- Haha, no ładnie, ładnie. Poczekaj chwilkę, nie długo ci przejdzie.
Siedziałam tak przez dobre 20 minut, nic nie robiłam. Byłam zbyt przerażona, żeby zrobić cokolwiek. Jeszcze trochę czasu zajęło mi oswojenie się z tym dziwnym stanem. Było mi całkiem dobrze, nie czułam się tak zestresowana jak wcześniej.
- Hej Ivy, a kiedy przyjdzie reszta? Mam nadzieję, że niedługo?
- Haha, będą za chwilę.
* * * *
Rzeczywiście, może Ivy zaprosiła kilka osób, ale z pewnością przyszło więcej niż kilka osób. Było może z 50 ludzi, których wcale nie kojarzyłam. Pamiętałam kilka twarzy z mojej nowej klasy, ale reszta, kompletnie nie znana.
- O, Sherry, chodź tu. To jest Annie Jackson, Jacob Hunt, Kate Morris i Nicholas Hudson. - Ivy przedstawiła mnie grupce ludzi.
- Hej ludzie, Jestem Sherry, ale mówcie mi Sher.
- Cześć, Sher - odezwał się Jacob. - Może wzniesiemy toast za naszą nową koleżankę? - zaproponował grupie. I już po chwili siedzieliśmy w ogrodzie, przy basenie. Rodzice Ivy chyba też nie należeli do ubogich, bo nie każdego stać na wbudowany w ziemię basen. Siedzieliśmy, a Jacob rozlewał wszystkim chętnym wódkę, lub podawał puszki z piwem. Było bardzo sympatycznie, wcale nie czułam się zdenerwowana. Rozmawialiśmy długi czas o tym kto się z kim ostatnio przespał. Widać, że towarzystwo chciało wprowadzić mnie w tajniki życia towarzyskiego, w naszym liceum.
- To co Sher? Zatańczymy? - zaproponował mi Jacob. Wtedy zauważyłam, że Annie spojrzała się na niego z nadzieję. Chyba była zazdrosna, jednak mi było wszystko jedno.
- Chętnie. - wstaliśmy i poszliśmy na prowizoryczny "parkiet". Muzyka grała bardzo głośno, aż dziw, że sąsiedzi nie przyszli. Muzyka, która wydobywała się z głośników przypominała mi muzykę z filmu Projekt X. Założę się, że celowo. Tańczyliśmy, a nasze ciała ocierały się o siebie. Chyba musiałam być już lekko wstawiona, ponieważ na co dzień takich rzeczy nie robiłam.
- Oj, odbijany. - zauważyłam, że podszedł Nicholas. Musiał zamienić się z Jacobem, chociaż widziałam, że on niechętnie ode mnie odchodzi. Chyba na mnie leciał. - No i jak ci się u nas podoba? - zapytał Nicholas.
- Mogę ci mówić "Nick"? Byłoby łatwiej.
- Pewnie. - potwierdził i uśmiechnął się łobuzersko. Był całkiem przystojny, miał błękitne oczy i blond włosy. Aczkolwiek wolałam szatynów lub brunetów, ale Nick też mi się podobał. Był wysoki, około 185/190 cm wzrostu, dobrze zbudowany, jak każdy chłopak w tym wieku. - No więc co sądzisz o Columbii?
- No, całkiem ok, ale i tak w San Diego było o wiele lepiej.
- Też bym wolał tam mieszkać. Słońce, upał. Piękna pogoda. To jest to.
Gadaliśmy i tańczyliśmy jeszcze przez parę minut, ale nagle muzyka się wyłączyła, bo obok nas wybuchła bójka. Dwóch chłopaków, których wcale nie kojarzyłam. Kotłowali się nieźle, kiedy nagle ja, Nick i jeszcze parę innych osób zostało zepchniętych prosto do basenu.
- Do cholery, pojebańce! - wkurzył się mój partner. - Ogarnijcie dupy!
Oczywiście wszyscy pozostali zaczęli robić nam zdjęcia śmiejąc się w niebo głosy. Szybko wyszłam z basenu i pobiegłam do łazienki. Kiedy spojrzałam w lustro cały makijaż spływał mi po policzkach. Urwałam kawałek papieru toaletowego i wytarłam twarz. Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi.
- Mogę? - to był Nick. Też był cały przemoczony. Jego mokry t-shirt teraz idealnie opinał jego umięśnioną klatkę piersiową. To był ładny widok.
- Pewnie. Tylko, nie patrz na moją twarz.
- Nie żartuj, wyglądasz pięknie, tak jak wcześniej. - podszedł i odgarnął mi przyklejony kosmyk z czoła. Nie czułam się wcale skrępowana. To na pewno przez alkohol. Nigdy się nie upiłam, więc miałam słabą głowę. Gdybym była trzeźwa z całą pewnością uciekłabym gdzie pieprz rośnie.
- No co ty opowiadasz. - powiedziałam. Nagle Nick objął dłońmi moją twarz. Nie przeszkadzało mi to, ponieważ czułam się podniecona jego bliskością. W tej samej chwili poczułam jak jego usta dotykają moich. Miał ciepłe i miękkie wargi. Jego język połączył się z moim językiem i zaczęliśmy namiętnie się całować. Po chwili posadził mnie na umywalce i przycisnął do siebie. Tak bardzo mnie to podniecało. Jedną ręką zaczął rozpinać mi koszulę i dostał się do mojego stanika. Nigdy nie uważałam, że mam mały biust, więc nie miałam się czego wstydzić. Palcem zaczął muskać mój sutek, nie powiem, poczułam nieodpartą przyjemność. Nigdy nie czułam się tak cudownie. Zrobiło mi się gorąco, jakby cała krew uderzyła mi do twarzy. Było wspaniale.
"Puk, puk" - usłyszeliśmy.
~
Myślicie, że Sherry będzie z Nickiem, czy jednak stwierdzi, że woli być z Jacobem? :D Komentujcie!